Czy można uśmiechać się do wszystkich… i jednocześnie czuć się pusto w środku?

Wstajesz rano. Robisz śniadanie, ogarniasz dom, psa, kota, rybki… idziesz do pracy – tam jesteś profesjonalna, miła, ogarnięta, zawsze dowożąca.

Po powrocie słuchasz, jak minął dzień partnerowi, pomagasz dziecku z lekcjami, dzwonisz do mamy, bo „tak trzeba”, odbierasz telefon od teściowej. Wieczorem padasz na kanapę z poczuciem, że coś jest nie tak.

Uśmiechasz się, bo nikt nie lubi ponuraków. Jesteś grzeczna, bo „nie wypada” być niemiłą. Nie złościsz się na głos, bo „możesz kogoś urazić”.

Więc opiekujesz się wszystkimi wokół, a jednocześnie bardzo powoli… tracisz kontakt ze sobą. W środku jest coraz ciszej, coraz mniej słyszysz siebie. I tylko czasem pojawia się lekkie ukłucie:

„Jeszcze tylko trochę… (egzamin, kurs, projekt, szkolenie, nowa praca…) – i znajdę czas na siebie.”

Skąd to się bierze?

Od małego wiele z nas słyszało: „bądź dobra”, „pomagaj innym”, „bądź grzeczna”, „miej dobre serce”.

Nauczyłyśmy się, że nasza wartość to to, ile damy innym i jak inni nas będą postrzegać. Że własne zdanie, okazywanie złości i stawianie granic są niedobre, a proszenie o pomoc – jest słabością i zawsze trzeba sobie radzić samemu.

Ciężar, który niesiemy nieświadomie

W polskim domu często powtarza się historia pokoleń kobiet, które milczały, wytrzymywały i trzymały wszystko w garści.

Nieświadomie niesiemy ich ciężar.

„Nie mogę odpocząć, nie zasłużyłam – mama zawsze dawała radę.” „Nie mogę się wkurzyć, bo babcia nie mogła, bo kończyło się to przemocą.”

A my dalej gramy rolę „tej silnej, tej opiekuńczej, tej zawsze uśmiechniętej” – nawet kiedy w środku czujemy się wypalone i samotne. I stoimy trochę z boku własnego życia, gotowe wesprzeć każdego, tylko nie siebie.

Droga powrotna

Kiedy w końcu wracasz na swoje miejsce – przestajesz brać nie swoje emocje i nie swoje obowiązki – pojawia się ulga i lekkość, a także upragniona przestrzeń na siebie.

To nie jest egoizm. To powrót do równowagi.

Jesteś ważna. Nie tylko jako opiekunka, żona czy matka. Ale po prostu jako Ty.


Rozpoznajesz siebie w tym tekście? Może czas zrobić pierwszy krok w stronę tej przestrzeni dla siebie.

Napisz do mnie – porozmawiajmy o tym, jak wrócić na swoje miejsce.